Forward (Terminowa Transakcja Walutowa, TTW) to transakcja, w której strony zobowiązują się do wzajemnej wymiany dwóch walut, w uzgodnionym momencie w przyszłości. Kurs wymiany jest ustalany w momencie zawarcia transakcji i zależy od trzech czynników:

 

  • aktualnego kursu rynkowego,
  • różnicy stóp procentowych między walutami, biorącymi udział w przewalutowaniu,
  • okresu, na jaki zawierana jest transakcja.

 

–- Gwarancja kursu wymiany jest bardzo istotna przy planowaniu działań firmy na kolejne okresy. Kluczowe znaczenie ma także przy określaniu rentowności kontraktów rozliczanych w walutach, gdy mamy do czynienia z bardzo wąskimi marżami i nawet niewielka zmiana kursu może spowodować, że opłacalna transakcja przestaje być dla firmy korzystna i generuje stratę – mówi Łukasz Falkiewicz, kierownik ds. sprzedaży w departamencie skarbu Meritum Banku.

Firmy, które chcą zawrzeć transakcję forward, są zobowiązane do utrzymywania na rachunku bankowym depozytu będącego zabezpieczeniem jej realizacji, którego wartość stanowi niewielki procent kwoty transakcji. Rozliczenie może nastąpić w dwojaki sposób:

 

  • na postawie faktycznej dostawy – strony wymieniają się ustalonymi kwotami walut,
  • poprzez rozliczenie netto – rozliczenie co do wartości wynikającej z różnicy pomiędzy kursem TTW, a kursem bieżącym w dniu rozliczenia (gdy są one równe, wygaśnięcie TTW nie powoduje żadnych przepływów).

 

Z transakcjami forward nie wiążą się żadne dodatkowe koszty; banki nie pobierają prowizji z tego tytułu. Ponadto, w czasie trwania kontraktu, klient może zmienić termin jego wygaśnięcia. – Jest to równoznaczne ze zmianą kursu realizacji kontraktu i ma taki sam skutek, jakby klient od razu zawarł transakcję forward na dłuższy lub krótszy okres. Nowy kurs kontraktu wyznacza się zmieniając w formule wyceny tylko jedną zmienną – liczbę dni – wyjaśnia ekspert Meritum Banku.

Jak to działa w praktyce?

Firma Eksporter Sp. z o.o. ma za 3 miesiące otrzymać zapłatę od zagranicznego kontrahenta w kwocie 100.000 euro. Otrzymane za 3 miesiące euro będzie musiała wymienić na złote. Obecnie kurs EUR/PLN w transakcji natychmiastowej wynosi 4,10. Firma obawia się jednak, że w momencie płatności kurs euro będzie znacznie niższy. Aby zabezpieczyć się przed stratą, która powstałaby w takiej sytuacji, firma zawiera z bankiem trzymiesięczną transakcję forward (na sprzedaż euro), po kursie EUR/PLN 4,12. Dokładnie tyle wyniesie dla firmy przychód ze sprzedaży waluty, niezależnie od kształtowania się kursu rynkowego w momencie rozliczenia transakcji.

Gdyby firma uzyskała środki przed terminem wygaśnięcia kontraktu, może przesunąć datę rozliczenia. Jeżeli nastąpi to na przykład miesiąc przed wygaśnięciem, kontrakt zostanie rozliczony po kursie EUR/PLN równym 4,11 (od kursu rozliczenia zostaną odjęte punkty terminowe za okres jednego miesiąca).

 

– Walutowa transakcja terminowa pozwala zabezpieczyć się przed stratą, która może powstać w wyniku niekorzystnych zmian kursów walutowych i tym samym zapewnić realizację planowanej marży handlowej. Jednocześnie, klient rezygnuje z zysku, który mógłby zostać osiągnięty w przypadku, gdyby ruchy rynku były dla niego sprzyjające. Klient nie ponosi żadnych bezpośrednich kosztów w związku z zabezpieczeniem ryzyka – podsumowuje Łukasz Falkiewicz z Meritum Banku.

źródło: Jak działają transakcje forward

Wśród nich jest przede wszystkim HFT, czyli handel wysokiej częstotliwości pozwalający na zawieranie transakcji w ułamkach sekund i zarabianie na minimalnych różnicach cen. Jednak ten rodzaj inwestowania stał się jeszcze bardziej realny po wprowadzeniu we wrześniu nowej usługi kolokacji – HPA (High Performance Access).

Chociaż UTP miało kilka słabszych momentów na warszawskiej giełdzie, kiedy przez awarię dochodziło doprzerwania w nadawaniu sygnałów rynkowych, nikt nie ma wątpliwości, że zmiana systemu była niezbędna. Wystarczy spojrzeć na dane dotyczące wydajności starej i nowej platformy. Podczas gdy rekordem WARSETU było ok. 2,55 mln zleceń w ciągu sesji, przy średniej ich liczbie ponad 1,9 mln, UTP zacznie poprawił te wyniki osiągając poziom 8 mln i 3,9 mln zleceń.

Poprawa wydajności wzbudzała tyle entuzjazmu co obaw, jeszcze przed uruchomieniem systemu. Ta zmiana urzeczywistniała możliwość stosowania HFT, który wiąże się z ryzykiem występowania chwilowych „zatorów” na giełdzie oraz tzw. flash crash – gwałtownych ruchów w cenach niepopartych realnymi danymi na temat akcji spółek. Ze względu na te zagrożenia, ale też ogromne zyski, które można osiągnąć za jego pośrednictwem wiele krajów rozważa opodatkowanie transakcji HFT. Na ten krok zdecydowało się już włoskie Ministerstwo Finansów. Nowy podatek, wynoszący 0,02 proc. od każdego zlecenia transakcji będzie pobierany już od początku 2014 r.

 

Trading wysokiej częstotliwości przez wykonywanie tysięcy operacji na sekundę jednocześnie znacznie poprawia płynność rynku, szczególnie w porach dnia, kiedy obowiązuje typowy zastój transakcyjny. Znając ten pozytywny wpływ HFT na giełdę i prawdopodobnie upatrując się szansy na nie małe zyski, GPW postanowiło jeszcze bardziej ułatwić stosowanie tradingu wysokiej częstotliwości wprowadzając na początku września nową usługę – HPA. W jej ramach udostępniają klientom powierzchnię w specjalnie przygotowanej w tym celu serwerowni oraz zapewniają im możliwość instalacji sprzętu oraz oprogramowania, które pozwoli im na jeszcze szybszy, bo wynoszący maksymalnie 50 mikrosekund czas komunikacji z rynkami. Zainteresowanych nową usługą podobno nie brakuje, chociaż wśród nich dominować będą raczej duzi gracze. Nie tylko ze względu na prawdopodobnie wysokie ceny wynajmu własnego kąta przy warszawskim parkiecie, ale również zważając na samo HFT, które jest opłacalne przede wszystkim przy znaczących sumach inwestycji.

 

Na poprawieniu przepustowości całego systemu, a co za tym idzie lepszej płynności mogą skorzystać również mniejsi gracze stosujący algo trading. Specjalne programy umożliwiają  budowanie za pomocą wskaźników analizy technicznej automatycznych strategii inwestycyjnych oraz ich testowanie. Takie rozwiązanie pozwala na podejmowanie szybkich i rzeczowych decyzji bez udziału emocji oraz na błyskawiczne wyszukiwanie okazji i oszczędzenie czasu poświęcanego na stałe sprawdzanie notowań giełdowych.

Automaty inwestycyjne są już dostępne na rynku, aczkolwiek zazwyczaj ich obsługa wymaga pewnych zdolności programistycznych, co zniechęca inwestorów do handlu algorytmicznego za ich pośrednictwem. Na rynku pojawiło się jednak narzędzie firmy emiSoft, które wyposażone w graficzny interfejs jest znacznie bardziej intuicyjne w obsłudze. Indywidualni gracze będą mogli testować za jego pośrednictwem swoje strategie, a także wymieniać się wiedzą i doświadczeniami. Dzięki temu również oni dołączą do grona beneficjentów unowocześnienia GPW.

 

źródło: Inwestorzy jeszcze bliżej GPW

Co tu pomoże ekonomia?

Rozszerzenie zakresu ekonomicznych dociekań wiąże się najczęściej z odnajdywaniem typowo ekonomicznego wymiaru, w zjawiskach poza głównym nurtem życia gospodarczego. Przykładem może być ekonomia urzędów państwowych, partii politycznych, napiwków, prostytucji, street artu czy innych przedsięwzięć, które – oprócz wymiaru społecznego, politycznego czy moralnego – mają również wymiar finansowy. By jednak rozszerzyć swój obszar badań jeszcze dalej, ekonomia musi wyjść poza aspekt pieniężny, posiłkując się już tylko samą swoją metodą, w oderwaniu od transakcji rynkowych. Czym jest owa metoda?

 

Jest to analiza racjonalności ludzkich działań, znana już Adamowi Smithowi. Polega na badaniu, jak ludzie kierując się własnym interesem tworzą, często w sposób nie do końca zamierzony, instytucje, a więc systemy propagowania i egzekwowania norm. Normy zaś są ważnym źródłem bodźców dla jednostek. Zmieniają w ich wyniku zachowanie tak, że powstaje zupełnie nowy porządek. Dzięki instytucjom udaje się ograniczyć różnego rodzaju konflikty, poprawiając sytuację zaangażowanych w nie stron. Co ciekawe taki wynik udaje się osiągnąć także w przypadku zbiorowości ludzkich, dla których konflikt jest istotą ich istnienia. W szczególności ekonomia potrafi powiedzieć coś interesującego na temat chuliganów stadionowych.

Kim są chuligani?

Agresywni fani footballu nie występują jak wiadomo wyłącznie w naszym kraju. Chuligani narodzili się w Anglii w latach 60-tych ubiegłego wieku i stamtąd zwyczaj przeniósł się do innych państw europejskich, a nawet poza Stary Kontynent. Także nazwa „hooligans” wywodzi się z Wysp Brytyjskich, prawdopodobnie od rodziny irlandzkich emigrantów o nazwisku Hoolihan, którzy w XIX wieku terroryzowali East End (dzielnicę Londynu). Co ciekawe jeszcze w latach 70-tych chuligani byli bardzo młodzi – średnia wieku w Anglii wynosiła (wśród aresztowanych) zaledwie 19 lat. Byli to przeważnie niewykwalifikowani robotnicy lub bezrobotni, wyłącznie mężczyźni. Choć ta ostatnia cecha się nie zmieniła, współcześni chuligani są znacznie starsi (dwudziesto- lub trzydziestoletni) oraz dużo bardziej różnorodni pod względem wykonywanej pracy czy zarobków.

 

Niezmienna pozostaje wszakże istota chuligaństwa stadionowego, którą jest walka wręcz z fanami z innych drużyn. Ekonomiści Peter Leeson (znany także z ekonomii piratów) oraz Daniel Smith i Nicholas Snow analizują to zjawisko w ramach racjonalnego wyboru jednostek. W ich modelu fani footballu dzielą się na trzy kategorie. Najliczniejsza jest grupa miłośników sportu, którzy nie chcą z nikim się bić, zamiast tego wolą po prostu oglądać widowisko i spokojnie potem wrócić do domu. Druga grupa to zwyczajni chuligani, którzy owszem lubią sport, ale prawdziwym źródłem użyteczności jest bijatyka. Jak to ujął kiedyś angielski kibic cytowany w artykule Paula Harrisona: „Walka na ulicy sprawia mi tyle przyjemności, że niemal sikam w majtki (…) dlatego szukam jej po całym kraju”.

 

Trzecia kategoria kibiców, najmniej liczna, to chuligani-sadyści. Ich istnienie bardzo komplikuje sytuację. O ile bowiem zwykły chuligan czerpie użyteczność z ulicznej szamotaniny, to – tak jak zwyczajny człowiek – nie chce być ranny, nie zależy mu też na wyrządzeniu poważnej krzywdy innym. Oczywiście możliwość takiej krzywdy jest nieodłącznym elementem bijatyki, jednak z punktu widzenia zwyczajnego chuligana powinna być zredukowana do niezbędnego minimum. Chuligan-sadysta patrzy na to inaczej. Dla niego obok walki źródłem użyteczności jest zadawanie ran innym. Istnienie takich ludzi rodzi w chuligańskim świecie szereg komplikacji.

Nieformalny Fight Club

Gdyby reprezentanci każdej z trzech grup działali na własną rękę, nie oglądając się na skutki swoich poczynań, chuliganizm byłby zjawiskiem o wiele bardziej niebezpiecznym niż jest w rzeczywistości. Większość społeczeństwa padała by ofiarą chuliganów, których z kolei gnębiliby sadyści lubujący się w krwawych walkach. Dlaczego tak się nie dzieje?

 

Przede wszystkim chuliganom nie opłaca się atakować nie-chuliganów. Mimo krótkookresowych korzyści w postaci bijatyki, szybko skończyłoby się to dla nich źle, gdyż napadnięty oskarżyłby chuligana o pobicie. Ktoś mógłby zapytać, jaki to problem dla chuligana stanąć przed sądem? Niewykluczone, że jest to dla niego mniej dolegliwe niż dla zwyczajnego obywatela, jednak pobyt w więzieniu dla nikogo nie jest przyjemny i chuligan powinien co najmniej rozważyć jakieś alternatywy. Te zaś nasuwają się same, jeśli pomyśleć, że w podobnej sytuacji są inni chuligani.

 

Wystarczy wdawać się w bijatyki tylko z nimi, gdyż oni nie wezwą policji, ani nie złożą pozwu w sądzie. W ten sposób chuligani tworzą swoisty „fight club” – organizację, której członkowie rozpoznają się po emblematach na tyle wyraźnie, że nie ma możliwości, by przypadkiem zaatakowana została osoba postronna. Kolorowe szaliki, choć często budzą strach (szczególnie gdy są na nadgarstkach), w gruncie rzeczy służą bezpieczeństwu zwykłych obywateli.

 

Pozostaje jednak problem chuliganów-sadystów. Ci w takiej sytuacji nie będą wprawdzie atakować osób postronnych, jednak ich agresja pod adresem zwykłych chuliganów grozi tym, że uliczne starcia przerodzą się w krwawe bitwy. W efekcie wielu miłośników mniej groźnych potyczek zrezygnuje z członkostwa w „fight clubie” i będzie realizować swoje upodobania w inny sposób, na przykład znowu zwracając agresję w stronę nie-chuliganów lub policji. By nie dopuścić do takiego obrotu spraw potrzebne są instytucje, które wymuszają na chuliganach-sadystach przestrzeganie pewnych zasad tak, by poskromili swoje krwiożercze instynkty. Jakie to zasady?

Kodeks chuligana?

Przede wszystkim „porządny” chuligan stadionowy przerywa walkę, jeśli przeciwnik wyraźnie zasygnalizuje, że ma już jej dosyć czy że się poddaje. Kodeks chuligana (wg. Leesona) zabrania także używania naprawdę niebezpiecznych narzędzi takich jak nóż czy maczeta, co uważane jest za tchórzostwo. Sposobem egzekwowania tej normy jest więc okazywanie pogardy wobec tych, którzy zdecydują się sięgnąć po zakazaną broń. Ostracyzm jest ważnym instrumentem nacisku, liczy się też hierarchia i posłuszeństwo wobec liderów. Do awansu w chuligańskiej strukturze nie wystarczy siła mięśni – potrzebne jest opanowanie emocji i kontrola pola walki tak, żeby w skutek niepotrzebnego okrucieństwa nie ucierpiała reputacja grupy.

 

Na ile teoretyczny model zachowań chuliganów można odnaleźć w rzeczywistości? Z pozoru powyższy opis wydaje się odległy. Przecież policja – widzimy to w mediach – nie raz odnajduje w mieszkaniach chuliganów niebezpieczne narzędzia czy nawet broń. Jednak rzeczywiście ofiar przemocy stadionowej sensu stricte nie jest dużo. Leeson, Smith i Snow stawiają nawet hipotezę, że brutalizacja walk stadionowych ma związek z działaniem policji, która, próbując uniemożliwić bijatykę, skraca jej czas do minimum, w trakcie którego chuligani starają się wyrządzić jak największą krzywdę oponentom. Inna sprawa to powiązanie niektórych uczestników walk na stadionach z organizacjami przestępczymi. To jednak jest przede wszystkim rezultat trwałego wejścia w konflikt z prawem będącego skutkiem restrykcyjnej polityki wobec walk chuliganów.

 

Ekonomiści, badając problem przemocy na stadionach, nie podsuwają gotowych rozwiązań. Jednak ich obserwacje wskazują, że wypracowanie sposobów na ograniczenie szkodliwości społecznej tego zjawiska niekoniecznie musi opierać się na zasadzie „zero tolerancji”. Ludzka racjonalność, nie znika bowiem zupełnie nawet, jeśli ludzie stają się chuliganami. Podobnie jak wzajemna agresja u ludzi nie zanikła wraz pojawieniem się rozwiniętej cywilizacji przez co budowa „społeczeństwa wolnego od agresji” może być zbyt ambitnym celem. Być może rozwiązanie tego problemu częściowo w oparciu o regulację za pomocą nieformalnych norm jest najlepszą możliwością, którą dysponujemy. Nawet jeżeli w idealnym świecie mogłoby być inaczej.

źródło: Ekonomia chuliganów

Pozyskanie finansowania na projekty we wczesnej fazie rozwoju jest nie tylko dość trudne, ale również wiąże się z dużymi kosztami i obciążeniami do wypełnienia, przez kilka, czy nawet kilkanaście kolejnych lat. Przedsiębiorcy szukają więc coraz to nowych form pozyskiwania kapitału będących alternatywą dla standardowych kredytów bankowych.

Otrzymanie dotacji to jednak jedynie pierwszy krok do dynamicznego rozwoju firmy. Dotacje bowiem są środkami tzw. zwrotnymi, czyli ich zwrot następuje dopiero po poprawnym rozliczeniu poniesionych wydatków. Jest to częstym powodem niechęci lub lęku przedsiębiorców przed ubieganiem się o unijne pieniądze.

Rozwiązaniem takiej sytuacji może być montaż finansowy. Polega on na złożeniu finansowania z różnych źródeł – np. środków własnych, kredytu bankowego, dotacji unijnej, finansowania typu venture capital oraz leasingu.

 

Banki, jako pierwsze otworzyły się na montaż finansowy oferując pomostowe finansowanie projektów współfinansowanych ze środków unijnych wymagających z zasady zaangażowania środków własnych obok środków pochodzących z Unii Europejskiej. Banki zaoferowały sfinansowanie wkładu własnego lub nawet więcej, udzielały kredytu na poczet zwrotu środków z dotacji unijnej.

 

Z czasem do tych prostych konstrukcji finansowych dodano kolejne elementy tworząc rozwiązania niesamowicie ciekawe dla małych i średnich firm.

Odpowiednie dobranie narzędzi pod konkretny projekt pozwala nie tyko na uzyskanie dużych kwot (znacznie większych niż samo finansowanie np. poprzez venture capital lub sam kredyt bankowy), ale też umożliwia osiągnięcie takiego poziomu spłat, który pozwala przedsiębiorcy na udźwignięcie zaciągniętych zobowiązań.

 

Elementy montażu

W zależności od rodzaju projektu oraz potrzebnej wartości finansowania montaż finansowy może składać się z bardzo różnych elementów. Najbardziej popularne to:

Środki własne, lub inaczej, wkład własny to środki wymagane w ramach realizacji inwestycji niezbędne przy korzystaniu z zewnętrznych źródeł finansowania. W przypadku braku wystarczających środków własnych można próbować pozyskać je poprzez np. pożyczkę z funduszy pożyczkowych, pożyczki prywatne, emisję akcji spółki.

Najczęściej stosowanym źródłem finansowania przez małe i średnie przedsiębiorstwa na realizację inwestycji rzeczowych jest oczywiście kredyt bankowy lub pożyczka z funduszy pożyczkowych będący często jednym z filarów montażu finansowego.

Innym, często wykorzystywanym sposobem finansowania, stosowanym zazwyczaj przy pozyskiwaniu sprzętu jest leasing. Umowa leasingu jest w pewnym sensie umową najmu z możliwością wykupu po okresie leasingu. Korzyści, jakie uzyskujemy z leasingu to m.in. niewielkie zaangażowanie kapitału własnego lub jego brak, możliwość odliczenia podatku VAT.

W montażu finansowym można również wykorzystać dotacje z Funduszy Unijnych, czyli współfinansowanie realizacji inwestycji przy pomocy środków z UE, które wiąże się z wieloma korzyściami. Pozwala na realizację inwestycji po znacznie niższym koszcie niż w przypadku korzystania z innych źródeł (np. kredytu bankowego). Dodatkowo zakres pomocy jest bardzo szeroki, a z niektórych programów można korzystać niezależnie, czyli można otrzymać środki z więcej niż jednego źródła na różne cele).

Na koniec można również sięgnąć po kapitał z Funduszy Venture Capital/Private Equity, które inwestują w małe i średnie przedsiębiorstwa będące w fazie wzrostu, i mające potencjał do otrzymania dużej stopy zwrotu z zainwestowanego kapitału. Z tego też względu pozyskanie tego rodzaju finansowania w modelu montażu finansowego jest znacznie łatwiejsze niż inwestycja niezależna.

Korzyści z montażu finansowego to przede wszystkim możliwość uzyskania dużej kwoty finansowania oraz obniżenie miesięcznych kosztów spłaty zaciągniętych zobowiązań. Ale nie tylko. Według naszych wyliczeń koszt montażu finansowego może być nawet kilkakrotnie mniejszy niż koszt kredytu bankowego.

Przy założeniu kapitału o wartości 10 mln złotych koszt finansowania z kredytu bankowego (przy założeniu WIBOR 3M + 2%) to 815 331,54 zł rocznie, podczas gdy w montażu finansowym będzie na poziomie 163 066,31zł rocznie.

 

Różne są również formy i wartość zabezpieczeń. W przypadku finansowania inwestycji w całości z kredytu, zabezpieczenia potrzebne są na co najmniej 18 000 000 zł. W przypadku montażu finansowego, gdzie sprzęt sfinansowany jest w leasingu i stanowi zabezpieczenie własnego finansowania, zabezpieczenia będą niezbędne jedynie w odniesieniu do części finansowanej z kredytu lub pożyczki, – czyli około 20 proc. wartości całej inwestycji.

źródło: Montaż finansowy trampoliną do rozwoju firm

Dlatego warto zadać pytanie, jak mądry menadżer lub właściciel powinien oceniać ryzyko kontraktu, aby „robić tylko dobre interesy”?

 

Otoczenie gospodarcze przedsiębiorstwa

Fakty wskazują na to, że w 2012 roku zbankrutowało ponad 900 firm. To znacznie więcej niż rok wcześniej. Eksperci szacują, że głównym powodem upadłości przedsiębiorstw była utrata płynności finansowej. Oznacza to, że w dużej mierze bankrutujące firmy nie były w stanie regulować na bieżąco swoich zobowiązań. Warto wiedzieć, że problemy finansowe firm w obecnych czasach są widoczne na kilka miesięcy przed ogłoszeniem upadłości. Zazwyczaj taki nierzetelny klient widnieje już w ogólnopolskim rejestrze dłużników jako potencjalny bankrut lub osoba niewypłacalna. Dlatego aby robić „dobre interesy”, menadżer lub właściciel musi weryfikować swoje otoczenie gospodarcze, w ramach którego przyszło mu prowadzić działalność gospodarczą bądź kierować firmą. Otoczenie gospodarcze to przestrzeń, w której funkcjonuje przedsiębiorstwo. To obszar, na który mają wpływ zarówno czynniki ekonomiczne, polityczno-prawne, techniczne, jak i konkurencja, dostawcy czy odbiorcy. To, co się dzieje w przestrzeni gospodarczej każdego podmiotu, wpływa na jego pomyślność, a tym samym na jego kondycję finansową.

 

Bezpieczeństwo firmy uzależnione od portfela rzetelnych i sprawdzonych klientów

Z badań wynika, że dla ponad 60% polskich firm zaległe należności są barierą mającą wpływ na prowadzenie działalności gospodarczej i rozwój przedsiębiorstwa. Zatory płatnicze i niezapłacone przez klientów faktury sprawiają, że firma nie ma wystarczających środków finansowych na inwestycje, marketing i reklamę nowych produktów, musi ograniczać zatrudnienie lub obniżać wynagrodzenie pracowników.

 

Dlatego istotnym elementem prowadzenia dzisiejszego biznesu jest zbieranie informacji na temat swoich klientów umożliwiających określenie ich wypłacalności, czyli zdolności kredytowej do zaciągania zobowiązań. Dzięki temu menadżer lub właściciel może określić wiarygodność, rzetelność i solidność każdego potencjalnego i obecnego klienta. Biznes powinien opiera swoje bezpieczeństwo na portfelu rzetelnych i sprawdzonych klientów. Bezpieczeństwo to stan, który daje firmie pewność przetrwania i gwarancję jej rozwoju. Tylko wtedy firma nie stanie się efektywnym bankrutem, którego wyniki finansowe wskazują na szybki wzrost, przy jednoczesnym braku wystarczających środków finansowych na pokrycie własnych comiesięcznych zobowiązań.

 

W dzisiejszych niestabilnych czasach mądry menadżer i właściciel powinien szacować ryzyko współpracy ze swoimi partnerami w biznesie. Przecież bezpośredni wpływ na kondycję finansową przedsiębiorstwa mają sami klienci, z którymi firma na co dzień współpracuje. Można powiedzieć, że to, w jaki sposób przedsiębiorca sprzedaje swoje towary lub usługi, wprost wpływa na liczbę nierzetelnych klientów, jakich ma w swoim portfelu.

 

Jak weryfikować otoczenie gospodarcze firmy?

Po pierwsze, należy przyjrzeć się branży, w której działa firma. Bankructwa i upadłości wpływają na niewypłacalność firm danego sektora. Łańcuch nieregulowanych należności zatacza coraz szerszy krąg i może dotknąć wiele firm, nawet te, które są dzisiaj w dobrej kondycji finansowej.

 

Po drugie, przed każdą nową transakcją należy sprawdzać podstawowe informacje o przedsiębiorcy znajdujące się w Krajowym Rejestrze Sądowym i Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej. Dzięki temu mamy pewność, że firma istnieje, a przedsiębiorca nie jest oszustem chcącym wyłudzić od nas towar lub usługę. Sprawdzając dokumenty rejestrowe, jakimi posługuje się kontrahent, przedsiębiorca zyskuje pewność, kto jest umocowany do reprezentowania firmy i podpisywania umów. Należy pamiętać, że umowa podpisana przez niewłaściwą osobę jest nieważna. W sądzie nie będzie można skutecznie dochodzić swoich praw.

 

Po trzecie, warto odpowiedzieć sobie na pytanie, czy potencjalny klient nie jest dłużnikiem wpisanym do bazy biura informacji gospodarczej. Raport, który pobierzemy z bazy danych rejestru, poinformuje nas o tym, komu nasz potencjalny klient zalega z płatnościami i na jakie kwoty opiewa jego zadłużenie. Decyzja wtedy jest prosta: podpisuję umowę na gorszych warunkach, proszę o przedpłatę lub rezygnuję z transakcji.

 

W przypadku kontraktów opiewających na bardzo duże sumy pieniędzy warto pobrać raport z wywiadowni gospodarczej. Dowiemy się z niego, jak firma rozwijała się przez ostatnie lata i w jakiej jest obecnie kondygnacji finansowej. Analizując ryzyko, należy sięgnąć do sprawozdań finansowych danego przedsiębiorcy. Dokumenty finansowe, takie jak bilans czy rachunek zysków i strat, odzwierciedlają całokształt działalności gospodarczej przedsiębiorstwa pod kątem finansowym. Dlatego szczegółowy raport wywiadowni będzie zawierał między innymi: dane rejestrowe, historię firmy, powiązania kapitałowe, bilanse, rachunki wyników itp.

 

Dobrą i sprawdzoną praktyką jest również poproszenie naszego przyszłego klienta o dostarczenie zaświadczenia o niezaleganiu z podatkami lub opinii z banku o prowadzonym rachunku. Dzisiaj instytucje finansowe oferują przedsiębiorcom linie debetowe, kredyty, karty płatnicze. Dobrze jest wiedzieć, czy potencjalny klient, z którym mamy podpisać duży kontrakt, wywiązuje się ze swoich zobowiązań wobec banku i nie ma żadnych opóźnień w ich spłacie. Aktualne zaświadczenie o niezaleganiu z podatkami z Urzędu Skarbowego i ZUS daje gwarancję, że firma ma wystarczające środki finansowe na regulowanie bieżących opłat. Warto pamiętać, że w przypadku egzekucji komornik w pierwszej kolejności ściąga należności na poczet niezapłaconych podatków.

 

Mądry menadżer lub właściciel nie tylko na etapie zawierania umów bada kondycję finansową swoich przyszłych partnerów w biznesie. Monitoruje również sytuację płatniczą klientów w trakcie całej współpracy. Interesuje się na bieżąco swoim otoczeniem gospodarczym i weryfikuje informacje o dostawcach oraz konkurencji.

 

Standardy oceny wiarygodności finansowej partnerów w biznesie

Prowadząc działalność gospodarczą lub zarządzając firmą, warto pamiętać, że jakość portfela dłużników w dużej mierze zależy od jakości zawieranych transakcji z klientami. Zatem siła i dobrobyt każdej firmy tkwi nie w tym, jak windykuje ona swoich dłużników, ale w tym, jak mądrze sprzedaje. Badanie otoczenia gospodarczego przedsiębiorstwa pozwala na ocenę ryzyka kontraktu i bezpieczny rozwój każdej firmy. Każdego dnia Twoja firma robi więc albo dobre, albo złe interesy. Warto pamiętać, że siła polskiej gospodarki i dobrobyt nas wszystkich zależą właśnie od kondycji firm działających na rynku, w szczególności od sprawności finansowej sektora małych i średnich przedsiębiorstw.

 

Wyznaczenie standardów oceny wiarygodności finansowej pomaga określić klienta docelowego, z którym zawierane są transakcje w obrocie gospodarczym. Każdy powinien pamiętać, że utrata płynności finansowej może doprowadzić do zatorów płatniczych, a te przyczynią się do nieregularnego wywiązywania się z zobowiązań płatniczych wobec innych firm, banków lub instytucji. Sprawdzenie wiarygodności finansowej przyszłego klienta czy dostawcy powinno być podstawą działania każdej organizacji. Korzyść, jaką dzięki temu osiągnie firma, jest ogromna – nawiązuje ona współpracę z rzetelnym partnerami w biznesie, którzy mogą stać się klientami na całe życie.

źródło: Jak weryfikować otoczenie gospodarcze przedsiębiorstwa?

Uchwalone przez Sejm 26 lipca br. zmiany w Ordynacji podatkowej, kodeksie karnym skarbowym i prawie celnym mają związek z wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego z 17 lipca 2012 r. (sygn. akt P 30/11), w którym orzekł on o niezgodności z konstytucją art. 70 § 6 pkt 1 ustawy z 29 sierpnia 1997 r.  – Ordynacja podatkowa.

 

Podatnik musi znać swoją sytuację prawną

We wskazanym wyżej wyroku Trybunał orzekł, że brak powiadomienia podatnika o zawieszeniu biegu terminu przedawnienia zobowiązania podatkowego w związku z wszczęciem postępowania karnego lub skarbowego w sprawie o przestępstwo lub wykroczenie skarbowe, gdy podatnik nie wiedział o wszczęciu takiego postępowania i mógł przyjąć, że zobowiązanie podatkowe się przedawniło jest naruszeniem konstytucyjnej zasady ochrony zaufania do państwa i stanowionego przez nie prawa.

 

Jak jest obecnie?

Termin przedawnienia zobowiązań podatkowych wynosi 5 lat, licząc od końca roku kalendarzowego, w którym upłynął termin płatności podatku. Jedną z przyczyn zawieszenia biegu tego terminu jest wszczęcie postępowania w sprawie o przestępstwo lub wykroczenie skarbowe. Skutek ten następuje z mocy prawa z chwilą wydania postanowienia o wszczęciu śledztwa lub dochodzenia w sprawie o którym podatnik nie jest informowany. W związku z tym – według obecnie obowiązujących przepisów – nie wie on o zawieszeniu biegu przedawnienia. Powstaje wówczas stan niepewności co do sytuacji prawnej podatnika, który nie wie, czy jego zobowiązanie podatkowe wygasło. O tym, że toczy się przeciwko niemu postępowanie karne skarbowe, podatnik dowiaduje się dopiero z chwilą wydania postanowienia o przedstawieniu mu zarzutów, co może być bardzo rozciągnięte w czasie.  Może też w ogóle się o tym nie dowiedzieć, jeśli postępowanie zakończy się na etapie „w sprawie”, co następuje, gdy nie ma uzasadnionego podejrzenia, że przestępstwo popełniła konkretna osoba.

Co się zmieni?

Od dnia wejścia w życie zmian w Ordynacji podatkowej, kodeksie karnym skarbowym i prawie celnym organy podatkowe i celne będą miały obowiązek zawiadamiania podatnika o zawieszeniu biegu terminu przedawnienia przed  upływem tego terminu (zmiany w Ordynacji podatkowej i Prawie celnym). Ponadto, organy prowadzące postępowanie przygotowawcze karne (wykroczeniowe) będą musiały poinformować organy podatkowe (celne) o prowadzonym przez siebie postępowaniu (zmiany w kodeksie karnym skarbowym).

 

Nowelizacja nie zawiera przepisów przejściowych, co oznacza, że jeżeli w dniu wejścia w życie nowelizacji ustawy upłynęło 5 lat od końca roku kalendarzowego, w którym upłynął termin płatności podatku – to zobowiązanie, mimo wszczęcia postępowania karnego, zgodnie z wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego, uległo przedawnieniu. Jeżeli zaś nie upłynęło 5 lat, lecz np. 3 lata, to organ podatkowy będzie miał jeszcze 2 lata od dnia wejścia w życie nowelizacji ustawy na poinformowanie podatnika o zawieszeniu biegu terminu przedawnienia.

 

Senat wniósł poprawkę doprecyzowującą do jednego z przepisów omawianej nowelizacji. Sejm odniesie się do niej po wakacjach sejmowych.

źródło: Nowe obowiązki organów podatkowych

Nearly half of recipients of science funding report they’ve laid off or will lay off scientists due to sequester budget cuts.

Factories in China appear to have snapped out of their funk in August, the latest sign that economic growth might be stabilizing in the world’s second-largest economy.